Każdy z nas posiada jakieś pasje i stara się je raz na czas realizować. Wszyscy bowiem lubi odpocząć czasem od natłoku pracy i oddać się przyjemności, która nam się po prostu w życiu należy. Wraz ze szwagrem i wujkiem od co najmniej 10 lat udajemy się na połów ryb. Jest to nasza wielka pasja i przyznam szczerze, że wciągnęła mnie po uszy. Kiedy jeszcze nie zainteresowałem się mocniej tym hobby, to moje myśli związane z łowieniem ryb były zupełnie inne niż teraz. Byłem po prostu pewien, że jest to nudne hobby dla samotników, którzy kochają spędzać mnóstwo czasu z samym sobą.

Niedawno przekonałem się jednak, że myliłem się i to bardzo. Pierwszą osobą, która przekonała mnie do łowienia, był szwagier Marian, na którego mówimy szczupak. Pseudonim ten wziął się oczywiście z czasów, gdy jeździł jeszcze na połowy wielkimi grupami ludzi. Mieli wtedy co wiem z opowieści, naprawdę sporą paczkę znajomych i każdy z nich był w ten jeden dzień w tygodniu jak na zawołanie. Potrafili się zmobilizować jakby się paliło i nie było naprawdę żadnego tłumaczenia. Żony i rodzina musieli wtedy zrozumieć, że ten jeden dzień jest wyłączony na realizację pasji i choćby nie wiadomo co się działo, to ryby będą ważniejsze. Dzięki temu szwagier miał raz w tygodniu okazję, by odpocząć od pracy, dzieci i codziennych obowiązków.

Uważam zupełnie szczerze, że w każdym związku powinno to wyglądać tak samo i że ludzie kiszą się czasem za bardzo w swoim towarzystwie, zamiast dać sobie czasem czas dla siebie. Odrobina wytchnienia nie zaszkodziła bowiem jeszcze nikomu i jest zupełnie poważnie wskazana. Dzięki temu niektóre związki są w stanie przetrwać całe życie i niektórzy pytają ich później, jaka jest na to recepta. Tą receptą jest szczera rozmowa i zrozumienie siebie, oraz umiejętność myślenia o drugiej połówce, a nie tylko o sobie. Dzięki temu szwagier ma naprawdę udany związek i jego żona nigdy nie robiła mu żadnych problemów związanych z jego wypadami na rybki.

W późniejszym czasie szwagier wciągnął w tą pasję także naszego wujka Zygmunta. Wujek był do tamtej pory typowym kanapowym dziadkiem, który całe tygodnie spędzał przed telewizorem i widać było wyraźnie, że nie czuję się spełniony życiowo. W podobnym okresie udało się im wkręcić także mnie i dzięki temu stworzyliśmy taką małą paczkę, która miała trzy osoby. Dla mnie było to z pewnością fajne doświadczenie, gdyż czas spędzony ze starszymi osobami zawsze procentuje, a gdy mają one coś ważnego do przekazania, to tym bardziej. Wujek był w młodości inżynierem i dzięki temu nie miał na przykład problemu z tym, jak zawiązać haczyk, gdy dojechaliśmy na ryby.

Ja od strony technicznej zawsze byłem lekko niekumaty, że ujmę to tak dosadnie. Ta znajomość dała mi więc bardzo dużo i dzięki niej mogłem przyswoić sporo potrzebnej młodemu człowiekowi wiedzy. Z czasem pytałem już coraz mniej o rzeczy związane z wędką, czy spławikiem na ryby. Sam zacząłem dużo kumać i właśnie wtedy do mnie dotarło, że bardzo podoba mi się to, co razem robimy. Do tamtego czasu każdy weekend spędzałem ze znajomymi, którzy pili tylko piwo i nie robili zupełnie nic pożytecznego. Nie narzekam, bo takie weekendy miały również swój urok. Jednakże jeśli każdy weekend wygląda tak samo przez kilka lat, to coś zaczyna się wypalać i tak było również ze mną.

Nie czułem się już powoli dobrze w tamtym towarzystwie i zrozumiałem, że czas na zmiany, oraz odnalezienie jakiejś pasji. Tą okazały się wypady na połowy w każdą sobotę. Spodobało mi się to do tego stopnia, że już w poniedziałek w pracy myślałem o sobocie i o tym, jaki tym razem uda nam się złowić okaz. A mieliśmy naprawdę świetne miejsce do połowów. Wszystko odbywało się oczywiście legalnie i mieliśmy kartę wędkarską. Na swoją wędkę wydałem 1000 złotych i z początku było i lekko szkoda, gdyż nie wiedziałem na jak długo złapię tego bakcyla. Po kilku miesiącach zrozumiałem już jednak, że było warto.

Na ryby jeździmy do dziś i mimo, że coraz ciężej nam się zorganizować przez to, iż jesteśmy w rozjazdach, to przynajmniej raz na dwa tygodnie mobilizujemy się na wzajem i udajemy nad swoje ulubione jeziorko. Gdy jest poza sezonem i jeziora są zamarznięte, nie urywamy ze sobą kontaktu i także staramy się umówić chociaż kilka razy na spożycie jakiegoś wina. W następnym roku mamy w planie wyjazd do Finlandii. To nasz duży cel i marzenie, które chodzi za nami już od wielu miesięcy. Zawsze coś stawało jednak na drodze. Teraz powinno już być wszystko w porządku i z początkiem czerwca wyjazd mam nadzieję się uda.

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here